KOMPROMITACJA MILANU W EUROPIE!
Davide Bartesaghi wypowiedział się po porażce z Ferencvárosem w Lidze Europy: "Czy rozmawialiśmy z trenerem? Prawda jest taka, że trzeba porozmawiać między sobą w drużynie. To był występ, który nie nadaje się do komentarza. Wyszliśmy na boisko bez odpowiedniego nastawienia. Zepsuliśmy ten dobrze rozpoczęty tydzień. Trzeba od jutra zakasać rękawy i zabrać się do roboty, żeby to naprawić. Czego zabrakło? Wiedzieliśmy, że mecze w pucharach są ciężkie. Zabrakło nam odpowiedniego nastawienia, waleczności, woli walki w przechwycie i drogo za to zapłaciliśmy. Czy były jakieś sygnały, że będzie źle? Wiedzieliśmy wszystko, co trzeba o meczu i o naszym rywalu. Dobrze trenowaliśmy, w drużynie był entuzjazm po derbach. Problem pojawił się w trakcie gry. W drugiej połowie próbowaliśmy odwrócić losy meczu, ale nie daliśmy rady. Powinniśmy wcześniej zareagować, nie czekać na kolejny cios. Rywale stworzyli sytuacje po naszych błędach. Musimy się pozbierać i przeanalizować nasze błędy oraz pokazać w następnym spotkaniu właściwą determinację i wolę walki".
Tego meczu serio nie idzie racjonalnie wytłumaczyć. Jak to możliwe że 3 drużyna ligi węgierskiej nas ciśnie przez praktycznie całą pierwszą połowę, a w drugiej zadaje dwa decydujące ciosy. To bardziej wygląda jak na sprzedany mecz.
Ta drużyna jest na mentalnym i fizycznym dnie, a za to poniekąd odpowiada kolejny portugalski bajerant.
Być może Amorim coś widział po derbach albo przeczuwał, że może dojść do rozprężenia po jego słowa przed meczem były wyraźne. Mental, walka, odpowiednie podejście do tych "małych" meczów.
Piłkarze wyszli na boisko i nie dowieźli. Chociaż określenie wyszli jest mocno naciągane w tym przypadku.
Czy Amorim jest winny? Pewnie że jest. To on odpowiada za odpowiednie przygotowanie zespołu do gry. Natomiast koniec końców to piłkarze wychodzą na boisko i to oni zawiedli najmocniej.